W pogoni za słońcem




Zmęczeni pogodą i sytuacją związaną z pandemią, zdecydowaliśmy się wyruszyć w podróż na południe Europy. ….Ale nie jakieś tam Włochy, które znamy i jesteśmy już lekko znudzeni, tylko, ruszyliśmy na, cytując Chorwackiego Celnika, „Balcan Trip” . Postanowiliśmy przejechać autem z przyczepą kempingową, przez kraje Bałkańskie, i Albanię do Grecji, na półwysep Peloponeski…..

Wiem, wiem, powiecie : „zwariowali, w taką podróż z dzieckiem i psem? W przyczepie? W zimie!? W dobie pandemii? Otóż, tak… Koniunktura sprzyja, więc czemu nie? „Dziecko” ma już trzynaście lat, jest na nauce domowej, więc tu przeszkody nie było, pies uwielbia podróżować, więc dla niej to czysta przyjemność, a w przyczepie dlatego, aby być niezależnym i móc zatrzymać się gdziekolwiek, zwłaszcza że ma to być wyjazd związany z nurkowaniem. Miejsca do nurkowania są różne, niektóre mają trudny dostęp i są bez infrastruktury, jak jaskinie, które kocha Marta, i inne, bardziej komercyjne, które mają wszystko wokół, i przygotowane są kompleksowo. I jeszcze pandemia… Tu też chcieliśmy się przekonać, jak to jest. Zmęczeni tą „wirusową propagandą”, i informacjami o tych wszystkich obostrzeniach, Zakazach, blokadach etc. Wyruszyliśmy w nieznane, obawiając się kolejek na granicach, braku testów PCR, oraz obecności wielkiego „plecaka” na „plecach” naszego poczciwego vana. Musicie wiedzieć, że to jest nasz debiut w kierowaniu pojazdu z przyczepą, i od razu głęboka woda. Cały zestaw czyli van + przyczepa to prawie 11 metrów długości. Dość sporo, przynajmniej jak dla nas, doświadczonych kierowców z tysiącami przejechanych kilometrów, tyle że bez przyczepy. Ale my lubimy wyzwania….

Pierwsza granica- z Czechami. Stres przed nieznanym. Powoli zbliżamy się do infrastruktury przygranicznej, rozglądamy się nerwowo, w poszukiwaniu strażników granicznych polskich i czeskich, szlabanów, masy ludzi, kolejek samochodów i namiotów służb lekarskich…. I… Nic… Granica wygląda na całkowicie zamkniętą. Żadnych ludzi, wszystko zamknięte, prócz punktu sprzedaży winiet( a jakże!!) i jednej toalety. W ogóle wszystko po drodze, czy to w Polsce czy Czechach, było zamknięte lub mocno ograniczone w działaniu. Lekkie rozczarowanie i zaskoczenie, ale też ogromna ulga, że wszystkie wiadomości okazały się nieprawdziwe. Przekroczyliśmy (zamkniętą!!) granicę, i ruszyliśmy w głąb kraju. Następny kraj, Słowacja, podobnie. Gdzieś po drodze zgubiliśmy przednią klapę od naszego nowego domu. Mówi się trudno. Załataliśmy dziurę i... w drogę.

Węgry, to pierwszy kraj, w którym sprawdzano nam paszporty. Celnik zapytał o cel naszej podróży ale ponieważ zmierzaliśmy do Grecji, nie wymagano od nas okazania żadnych testów na koronawirusa. Formalnie był to tylko tranzyt. Po kilku godzinach jazdy zrobiło się późno i ciemno więc postanowiliśmy się zatrzymać na pierwszej napotkanej stacji benzynowej i "rozbić pierwszy obóz", przy okazji testując naszą przyczepkę w warunkach polowych. Obsługa stacji okazała się niezbyt przyjazna, pomimo zbliżającego się sylwestra, nie pozwolili nam podłączyć się do elektryczności, za którą chcieliśmy im zapłacić.

Noc Sylwestrową spędziliśmy w przyczepie korzystając z własnego prądu, wody oraz toalety….


2 wyświetlenia0 komentarz

© 2020 by Rock And Sea.